Do góry

Grzędowicz na wsypach?

Temat zamknięty
radnor
26 173 16
radnor 26 173 16
04.03.2009, 21:32

Nie mogę w jego życiu doszukać się wzmianki o jakimś dłuższym pobycie w wielkiej brytanii, a jednocześnie nie jeden raz pokazał, że wie co tu się święci..


Na początku wydawało się, że trafił jeśli nie doskonale, to przynajmniej znacznie lepiej. Miasta były ładniejsze, ludzie życzliwsi, państwo, jak sądził, mniej drapieżne. Miliardy bezsensownych utrudnień rodem z Tego Kraju tam po prostu nie istniały. Anglia była przyjazna.
A potem przywykł. Przestał się zachwycać, a zaczął patrzeć. Zobaczył pełne nienawiści graffiti na bielutkich ścianach, grupki coraz dziwniejszych i coraz bardziej agresywnych emigrantów, których dotyczyły specjalne prawa. Sam był emigrantem, ale przyjechał w gości i zamierzał zostać Anglikiem. Tamci zachowywali się jak okupanci.
Zaczął zauważać zakazy. Nie od razu, bo były sformułowane sprytniej i delikatniej niż w Tym Kraju. To, co w Polsce nazwano „bezwzględnym zakazem palenia tytoniu”, tam było konsekwencją wielu ustaw składających się na Fire Safety Act. Chodziło o ochronę przeciwpożarową, sformułowaną tak, jakby całą Brytanię zbudowano z żywicznych listewek i bibułki. W każdym mieszkaniu znalazł się czujnik. Najdrobniejsza smużka dymu, choćby z kadzidełka albo zdmuchniętej świeczki, wywoływała alarm. Jeżeli tak się stało, taniej było podpalić własny dom, niż zapłacić straży za niepotrzebny przyjazd.
Nie miał nic przeciwko kamerom na ulicach, póki nie zorientował się, że napaść człowieka można równie dobrze tam, gdzie kamery nie widzą. A potem przysłali mu mandat na dwa i pół tysiąca funtów. Najpierw nie miał pojęcia, o co chodzi, bo ratusz napisał list raczej enigmatyczny. Sądził, że to pomyłka. Okazało się, że dzięki Civil Safety Act system się nie myli. To był ten dzień, kiedy idąc do pracy, spotkał na Pinewood swojego listonosza. Poranek był piękny, wokół wznosiły się rzędy bardzo angielskich, schludnych szeregówek z brązowej cegły, a listonosz uśmiechał się przyjaźnie. Wszystko wyglądało jak z jakiejś eleganckiej klasycznej powieści. Listonosz bez żadnych ceregieli wydał adresowane do Piotra przesyłki, pozdrowił go serdecznie i pożegnał się. Siedlarski przejrzał koperty, ale znalazł tylko reklamówki, które starannie wyrzucił do stojącego przy przystanku kosza.
– Powinien był pan wrócić do domu i wyrzucić listy do własnego, płatnego worka, sir – tłumaczyli w magistracie. – Miejskie kubły służą do wyrzucania drobnych odpadków, a nie pańskich prywatnych śmieci. Ponadto naruszył pan przepisy o segregowaniu odpadów.
Wiedzieli o tym dzięki ulicznym kamerom. Namierzyli go w cztery dni w kraju, w którym mieszkał od pół roku i w którym nie ma dowodów osobistych. „Miś zwany Paddington” nagle zmienił się w „Rok 1984”.
A potem skini zadźgali kogoś w parku i natychmiast zakazano noszenia jakichkolwiek noży, nawet szwajcarskich scyzoryków wielkości breloczka. Brytyjczycy, w tym świeżo upieczony Walijczyk Siedlarski, dostali dwa tygodnie na złożenie w komisariatach całego potencjalnie morderczego żelastwa.
A jeszcze potem zabroniono noszenia nakryć głowy osłaniających twarz, w tym kapeluszy, kapturów i czapek z daszkiem. Kominiarki były wykluczone, nawet gdy nastały mrozy. Chodziło o wygodę kamer.
Później wydano Health Act i zakazano stosowania soli w restauracjach, przetwórniach oraz ograniczono jej sprzedaż. Obłożono akcyzą mięso i przetwory, wszelkie tłuszcze, także słodycze. Oklejono ostrzeżeniami napoje.
Następnie pojawiła się ustawa o zachowaniach antyspołecznych. Od tej pory nie trzeba już było nowych zakazów. Formułował je sąd, według własnego widzimisię i na miarę, dla każdego obywatela, który czymkolwiek się naraził. Ktoś, kto przekroczył prędkość, otrzymywał zakaz prowadzenia samochodu zdolnego przekroczyć prędkość pięćdziesięciu mil na godzinę. Jeśli przyłapano go w porsche, dostawał trzy lata. Zaczęło się od jakiegoś gangu osiedlowego. Chłopcy awanturowali się w shoppingach i nosili jako znak rozpoznawczy żółte rękawiczki do golfa. Dostali zakaz noszenia jakichkolwiek rękawiczek i zbliżania się do centrów handlowych na bliżej niż sześćdziesiąt jardów.
I fajnie.
Od tej pory każdy mógł dostać zakaz robienia czegokolwiek.
Wtedy dał spokój i wrócił do Polski.
Nawet nie poszło o zakazy. Z tym pewnie by sobie jakoś poradził. Po prostu nie był w stanie żyć w kraju, w którym nie ma nic dzikiego. Cała Brytania zdawała się sprzątnięta, zagrabiona, podzielona płotkami i miała wytyczone ścieżki. Żadnych ostępów. Żadnych gęstwin, poszarpanych turni i odludzi.
Znalazł jakiś las w Walii, który przypominał miejski park. Asfaltowe dróżki, proste jak strzelił, zagrabione liście, kosze na śmieci i latarnie zasilane bateriami słonecznymi. Nie mógł tego znieść. Miał to w genach.
Duszę pioniera. Całe życie usiłował znaleźć dziewiczy obszar i zbudować na nim od zera coś doskonałego. Teraz mu tego zabraniano, odbierano to, co zbudował, i wznoszono płoty z siatki. Zwracano mu uwagę, że istnieją procedury, które należy realizować. Kiedyś tacy jak on wyruszali morzem po Nowe Ziemie. Teraz nie było już dokąd płynąć, ale Kolumbowie, Pizarrowie i Livingstonowie nadal się rodzili. Dzicy, z jasnym wzrokiem szaleńców wbitym w horyzont. Miotali się przez kilkadziesiąt lat niczym nietoperz w sypialni, obijając o ściany i tabliczki z zakazami, żeby wylądować w więzieniu albo wariatkowie.
Wrócił do kraju, akurat by zobaczyć, jak instalują kamery, i usłyszeć, że „Polska nie może być ostatnim krajem w Europie, który wprowadzi ustawę o zachowaniach antyspołecznych”. Sól już od pół roku wszyscy nosili przy sobie, a kupowali na bazarach od Rosjan.
Spakował melonik. Czarny, klasyczny melonik w okrągłym pudełku z Harrodsa. Melonik, który kupił dla żartu, kiedy chciał zostać Anglikiem.
Powód trzeci: zakaz noszenia melonika.
Żegnaj, Zielona Wyspo, ograbiona z pubów, fajek, whisky, szklaneczki sherry, kominków i meloników. Żegnaj, Anglio niebędąca już Anglią. Bye, zdetronizowana Korono. Farewell.
– Tylko to, co kochacie. Pamiątki – powiedziały niemowlęta.
Gdzieś wtedy zrozumiał, że na całej planecie nie ma dla niego miejsca.

  • Strona
  • 1

Katalog firm i organizacji Dodaj wpis